Islandia: z Hafnarfjodur do Hvolsvollur

Europa

Nasza islandzka przygoda rozpoczęła się 25.01 lotem z Warszawy do Reykjaviku, ze śródlądowaniem na tankowanie w norweskim Stavanger. Na Islandii wylądowaliśmy z 1,5-godzinnym opóźnieniem. W wypożyczalni czekała na nas miła niespodzianka – zamiast Nissana Qashqaia – Nissan X-trail. Nocleg mieliśmy w Hafnarfjordur na przedmieściach stolicy.

W trasę wyruszyliśmy w czwartek, 26.01 ok. godz. 9 rano… Nadal było ciemno! A na niebie świeciły jeszcze gwiazdy. Tego dnia słońce wzeszło ok. 10:20!

Po wyjechaniu za miasto na horyzoncie zaczęły pojawiać się i chmury, i góry… Droga była pokryta śniegiem. Na wschód słońca wybraliśmy położone nad oceanem miasteczko Eyarabakki, do którego trzeba było zjechać z głównej trasy – „jedynki”. Co ciekawe o godz. 10:20 nadal było szaro-niebiesko… Myślałam sobie „Gdzie to słońce?”. Po około 30-40 minutach nieśmiało zaczęły się pojawiać na niebie jakieś kolory. Spektakularnie nie było :)

Dużo ciekawsze słońce było za plecami – na stokach rożnych wzniesień.

Ruszając z Eyrarbakki spotkaliśmy pierwsze koniki islandzkie. Ich malutkie sylwetki w tle gdzieś na bezkresnych łąkach, a także spojrzenia zza przysłowiowego „płota” i włochate grzywy będą tam towarzyszyły na trasie aż do wodospadu Skogafoss.

W Selfoss robimy zakupy w sklepie Bonus (od znajomych, którzy już byli na Islandii wiem, że to sklep z najlepszymi cenami – taka nasza „Biedronka”). Kupiliśmy m.in. skyr – tradycyjny islandzki wyrób mleczarski podobny do jogurtu.

Mijamy Hellę. Wszędzie pasą się koniki! Stajemy przy jednej z farm. Zwierzęta są bardzo przyjazne i tak ciekawskie, że co najmniej 3 osobniki wkładają mi nos w szerokokątny obiektyw! Trafiliśmy też na moment karmienia. Gdy na drodze pojawił się traktor z wiązkami siana – konie momentalnie ruszyły (niektóre galopem) od ogrodzenia do miejsca, w którym dostają sianko.

Ponieważ jest jeszcze za wcześnie by się zakwaterować – jedziemy dalej i mijamy Hvolsvollur, gdzie mamy nocleg. Naszym celem są dwa wodospady – Seljalandsfoss i Skogafoss.

Przy tym pierwszym na parkingu zjadamy się pomidorowa z ryżem, którą przygotowaliśmy rano do termosów. Jest pyszna! Wodospad piękny! Atrakcją dodatkową jest możliwość przejścia pod wodospadem. Woda bryzga z każdej strony (aparat przezornie zapakowany w foliowy pokrowiec), kamienie są dość śliskie, ale ruszamy! Zobaczyć wodospad o środka, czy też z drugiej strony – trudno byłoby mi odmówić sobie taki widok!

Wzdłuż masywu, w którym mieści się słynny wulkan Eyafjallajokull (nauczyłam się wymawiać tę nazwę, a nie „Eyafjalla-coś-tam”), drogą  numer 1 przemieszczamy się do Skogafossu. Ten, choć większy i można wejść na platformę, by oglądać go z góry, nie robi na mnie takiego wrażenia. Ale tu jest zdecydowanie lepsze światło do zdjęć (Seljalandsfoss był cały czas w cieniu) – no i „łapiemy się” na złotą godzinę.

Na zachód słońca podjechaliśmy nad ocean. Do końca drogą Landeyjahafnarvegur – do miejsca skąd kursują promy/statki archipelag Vestmannaeyjar. Ocean jest bardzo wzburzony, a na niebie nie brakuje ciemnych, skłębionych chmur. Do tego wieje…. wieje tak, że boję się nawet na chwilę puścić statyw w obawie o przypięty teleobiektyw.

Farmę Eysteinna i Katrin w okolicy Hvolsvollur znajdujemy bez problemu. Tu mamy nocleg. Eysteinn potwierdza nasze przypuszczenia, że dziś są duże szanse na zorzę – dzień był słoneczny, jest bezchmurne niebo i jest dość mroźno. A z jego farmy widać wulkan Hekla i możemy sobie tu w nocy przyjść i robić zdjęcia lub po prostu patrzeć na zorzę.

A swoją drogą – trzeba koniecznie wspomnieć o tym jak oryginalne było to miejsce. Stół bilardowy, mini bar z wysokimi krzesłami, szafa grająca, a pod sufitem wypchany łabędź z rozłożonymi skrzydłami. Tabliczki z nazwami stanów, kolekcja czapek baseballowych… dość osobliwie :)

Co pół godziny wychodziłam na zewnątrz i wypatrywałam zieleni na niebie :) W końcu zorza się pokazała – wyglądała jak szare pasmo chmur, ale lekko zakrzywione – jak tęcza. Dość leniwa i mało ruchliwa. Więcej ją było widać na wyświetlaczu, po naświetleniu zdjęcia przez 20-30 sekund. Mała aktywność zorzy zachęciła mnie do tego, by spróbować zrobić jej zdjęcie wraz ze szlakiem gwiazd. Ustawiłam interwał na 150 zdjęć i czekałam :) O tym, że było warto – przekonałam się dopiero w domu, gdy połączyłam zdjęcia w programie StarTrails.

Reklamy

16 uwag do wpisu “Islandia: z Hafnarfjodur do Hvolsvollur

  1. Wspaniałe zdjęcia, doskonała relacja. Dziękuję Anetko za tę podróż, którą mogłam odbyć dzięki Tobie, a która zawsze mi się marzyła.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s